Artykuły

Widać, że sukces

"Czego nie widać" w reż. Adama Orzechowskiego w Teatrze Polskim w Bydgoszczy. Pisze Joanna Garczyńska w Gazecie Pomorskiej.

Podczas niedzielnej premiery publiczność co rusz wybuchała śmiechem. Nikomu się nie nudziło, choć nowa bydgoska sztuka wcale do krótkich nie należy. Dlatego, jeśli ktoś lubi dobrą rozrywkę, powinien zobaczyć ostatnią propozycję Teatru Polskiego, farsę Michaela Frayna "Czego nie widać" w reżyserii Adama Orzechowskiego.

Jest naprawdę śmiesznie. Co prawda nie od razu. Sztuka dość długo się rozwija, musimy cierpliwie przeczekać pierwszy akt. A kiedy minie, przez następne dwa będziemy bawić się w najlepsze, aż do finału, podczas którego publiczność po prostu nie chce przestać klaskać. Sytuacja, jak to w farsie, jest prosta. Otóż pewna nie najwyższych lotów trupa teatralna przygotowuje premierę komedii "Co widać". Próby idą jak po grudzie, ale widz i tak ma pojecie, o co w sztuce chodzi i jak w założeniach powinna wyglądać. Tu jeszcze nie pękamy ze śmiechu - tu zawiązuje się akcja, na której będzie można budować dalej. A co konkretnie? W drugim akcie oglądamy rzeczoną sztukę "Co widać", ale od kulis. Widzimy jak aktorzy przygotowują się do wyjść na scenę, jak gorączkowo zbierają rekwizyty... Ale żeby tylko! Dzieje się tam, oj dzieje. Sprawy natury ludzkiej, zwłaszcza sercowe, mieszają wszelkie artystyczne plany. Już sobie wyobrażamy, co też ogląda publiczność i na samą myśl robi nam się wesoło. W trzecim akcie natomiast nie musimy się niczego domyślać - sami stajemy się publicznością sztuki "Co widać", która ciągle - z racji problemów zakulisowych - idzie źle. Aktorzy robią co mogą, by sytuację ratować, ale im bardziej się starają, tym gorzej wychodzi. A wiec zabawniej, rzecz jasna.

Już sam tekst Michaela Frayna jest dobry. A do tego dochodzi doskonała gra wszystkich aktorów, zwłaszcza zaś Małgorzaty Witkowskiej, Małgorzaty Maślanki, Katarzyny Kowalik i Sławomira Hollanda. Zadanie aktorzy mają trudne - muszą bowiem inaczej tworzyć swoje postacie w spektaklu "Co widać" (a więc farsowe) i inaczej (całkiem naturalnie) w sztuce "Czego nie widać". Rację miał ten, kto powiedział, że gra w farsie należy do najtrudniejszych.

Spektakl został sprawnie, dynamicznie wyreżyserowany - co w przypadku farsy jest nie do przecenienia. Trudno bowiem opisać, ile tu nagłych wejść, wyjść, zabawnych pomyłek, biegania miedzy różnymi drzwiami, których jest naprawdę sporo. A mimo całego tego zamieszania, spektakl wartko zmierza ku końcowi, czyli ku ostatecznej katastrofie sztuki "Co widać" oraz sukcesowi sztuki "Czego nie widać", i tak powinno być.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji