Artykuły

Tragedie ludzi i ich sumień

Sukcesy Andrzeja Wajdy to też sceniczne dokonania. Genialnie interpretował Dostojewskiego i Wyspiańskiego - pisze Jacek Cieślak w Rzeczpospolitej.

Wspaniale dobrane obsady Wajdowskich filmów brały się również z pracy w teatrze. Na wiele lat przed dzisiejszymi eksperymentami pracował w nieszablonowy sposób, opierając się na improwizacji. Największym teatralnym osiągnięciem reżysera była trylogia oparta na arcydziełach Dostojewskiego w Starym Teatrze. "Biesy" (1971) przeszły do historii również dzięki kreacji Jana Nowickiego w roli Stawrogina, który zagrał rewolucyjnego ideologa i zło wcielone, niszczące wokół wszystko. Rolę Wierchowieńskiego kreowali najpierw Wojciech Pszoniak, a potem Jerzy Stuhr. Ze sceny bila porażająca prawda o skutkach zasady, że cel uświęca środki.

Wajda uważał spektakl Starego Teatru za swoje najważniejsze przedstawienie. Jednocześnie nie krył chaosu, w jakim powstało, gdy starał się weryfikować kanoniczną adaptację Alberta Camusa z literackim oryginałem. Jan Nowicki zapytany przez Krystynę Zachwatowicz, dlaczego nie uczy się tekstu, odpowiedział, że zrobi to, kiedy reżyser nauczy się reżyserować.

"Moim prawdziwym oparciem w tej pracy i medium, przez które starałem się narzucić innym aktorom gwałtowność i ekspresję, stał się Wojtek Pszoniak" - pisał Wajda w "Dostojewskim - teatrze sumienia". Aktorzy mieli grać ewangeliczne wieprze, które tratując się, biegną w przepaść. Po latach trzeba dodać, że praca z niegotową adaptacją jest dziś normą, która angażuje aktorów do zdwojonego udziału.

Inspirację "Biesów" stanowiła poezja Aleksandra Puszkina oraz - dla warstwy wizualnej - "Czwórka" Józefa Chełmońskiego z pejzażem pełnym błota, w którym Krystyna Zachwatowicz utaplala wszystkie kostiumy. Ważny był także japoński teatr lalek Bunraku, gdzie niebagatelną rolę grają mroczne postaci.

"Nastazja Filipowna" (1977) oparta była na "Idiocie". Nie będąc pewnym kierunku interpretacji, Wajda zdecydował się na krok wcześniej niespotykany, czyli na otwarte próby z udziałem widowni. Jan Nowicki grający kupca Rogożyna powiedział: "Jeżeli spróbujemy z widzami, będziemy grać na pustej scenie". Reżyser uznał te słowa za niemal prorocze. Ale publiczność biorąca udział w próbach stała się źródłem informacji o nieprzygotowanym przedstawieniu.

Wtedy spektakl nabrał ostatecznej formy w czasie nocnej improwizacji z udziałem Jana Nowickiego i Jerzego Radziwiłowicza. Andrzej Wajda dawał wyraz swojej akceptacji dzwoneczkiem, a Maciej Karpiński notował uwagi o układzie tekstu. Tak powstała grana w sali prób sztuka o spotkaniu dwóch mężczyzn nad trupem kochanej przez nich tytułowej bohaterki, która była obecna wyłącznie w dialogach bohaterów. Wyjątkowy klimat tworzyły lampy naftowe i świece.

W "Zbrodni i karze" (1984) w niemal kryminalnej psychodramie i zwarciu policjanta Porfirego Pietrowicza (Jerzy Stuhr) i mordercy Raskolnikowa (Jerzy Radziwiłowicz) Wajda szedł za pytaniem Dostojewskiego: "Czy rzeczywiście trzeba iść drogą dekalogu?". I odpowiadał, że tak. Skoncentrował się na istocie pojedynku pomiędzy dwoma bohaterami, czyli pokazaniu trzech długich rozmów ludzi "którzy mają do załatwienia jakąś sprawę".

Kluczem dla aktorów były słowa Hamleta: "Żeby być dobrym, okrutnym być muszę". Kameralny spektakl grany był na scenie Starego Teatru, gdzie obecna była również publiczność. Jednak dzięki scenografii Krystyny Zachwatowicz raczej podglądająca, co się dzieje, a nie oglądająca wprost grę aktorów.

W teatrze, tak jak w filmie, był twórcą mocno zaangażowanym w politykę. Zanim zobaczyliśmy "Dantona", który w związku z postacią dyktatora Robespierre'a (Wojciech Pszoniak) kojarzył się nam z generałem Jaruzelskim, stanem wojennym i niszczeniem Solidarności - była "Sprawa Dantona" Przybyszewskiej w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Andrzej Wajda rozegrał ją również wśród widzów. W Teatrze Powszechnym powstały też "Rozmowy z katem" (1977). W Teatrze Na Woli kierowanym przez Tadeusza Łomnickiego wystawił "Gdy rozum śpi" (1976) Antonia Vallejo. Rolę Goi portretującego czas wielkiego terroru zagrał Łomnicki. "Emigranci" Mrożka byli obrazem klęski socjalistycznego projektu w Polsce. Krakowska "Antygona" z 1984 roku pokazywała zamordowanie Solidarności w stanie wojennym. W 1999 roku dla Teatru Telewizji wyreżyserował "Bigda idzie!" według Kadena-Bandrowskiego. Spektakl był krytyczną oceną "wojny na górze", polskich polityków i pracy Sejmu.

Innowacyjność spektakli Wajdy objawiła się też w "Z biegiem lat, z biegiem dni" w ponad ośmiogodzinnym maratonie teatralnym, który przypomniał Kraków przełomu XIX i XX wieku na motywach twórczości Bałuckiego, Kadena-Bandrowskiego, Zapolskiej, Jana Augusta Kisielewskiego. Dopiero potem powstał wspaniały serial telewizyjny.

Słynny spektakl telewizyjny "Noc listopadowa" z 1978 roku był zapisem inscenizacji w Starym Teatrze (1974). Pamiętamy go dzięki muzyce Zygmunta Koniecznego i kreacjom Jana Nowickiego (Wielki Książę Konstanty) i Jerzego Stuhra (Wysocki). Wajda, dla którego Wyspiański był niezwykle ważną postacią, na planie telewizyjnym miał szansę zrealizować jego ideę "dramatu miejsca" napędzanego architekturą i pejzażem Arsenału, Łazienek i Belwederu. Wydobył istotę polskiej tragedii poprzez postać Konstantego. Będąc Rosjaninem, który dobrze poznał Polskę, stał się on krytykiem polskiej słabości, niekonsekwencji i braku siły powstańców.

Teatralną karierę rozpoczął od "Kapelusza pełnego deszczu" w Teatrze Wybrzeże (1959). Zbyszek Cybulski zagrał amerykańskiego żołnierza, który po powrocie z wojny w Korei uzależnia się od heroiny. W Wybrzeżu Wajda w 1960 wystawił też pierwszego "Hamleta" z Edmundem Fettingiem. "Hamlet (IV)" (1989) w Starym Teatrze zapisał się tytułową rolą Teresy Budzisz-Krzyżanowskiej i pokazaniem świata bohaterów z perspektywy aktorskiej garderoby.

Andrzej Wajda był też reżyserem filmowego zapisu "Umarłej klasy" Tadeusza Kantora. Zrekonstruowany cyfrowo ukazał się niedawno na DVD nakładem Cricoteki i Narodowego Instytutu Audiowizualnego (NInA), który wybitnemu artyście urządził 90. urodziny festiwalem "Wajdart". W Kolekcji Teatralnej NInA (www.ninateka.pl) można obejrzeć "Makbeta" w reżyserii Wajdy ze Starego Teatru oraz fragmenty "Nocy listopadowej" i "Zbrodni i kary".

Niedoceniany przez obecną władzę żartował, że był pierwszym reżyserem filmu o żołnierzach wyklętych ("Popiół i diament) i mało co nie stał się jednym z nim. Szczęśliwie uniknął aresztowania i mógł opisać Polskę w filmach i teatrze.

--

Na zdjęciu: Andrzej Wajda podczas próby "Biesów" w Starym Teatrze, Kraków 1971 r.

Pracownia

X
Nie jesteś zalogowany. Zaloguj się.
Trwa wyszukiwanie

Kafelki

Nakieruj na kafelki, aby zobaczyć ich opis.

Pracownia dostępna tylko na komputerach stacjonarnych.

Zasugeruj zmianę

x

Używamy plików cookies do celów technicznych i analitycznych. Akceptuję Więcej informacji